środa, 2 grudnia 2009
Przestrzeń i sztuka
Przestrzeń jest kategorią wspólną dla wszystkich zjawisk dziejących się z uwzględnieniem naszej fizyczności. Stanowi ona element strukturalny w pojmowaniu naszego świata. Zjawiska urbanistyczne, architektoniczne i rzeźbiarskie stanowią szczególny przejaw aktywności twórczej człowieka w zakresie transformowania zastanych struktur przestrzennych.
Mówiąc o przestrzeni już jej fizyczna definicja zakłada pewnego rodzaju „zdarzeniowość” istnienie następstw faktów (mimo ich chwilowości) bowiem: „przestrzeń – podzbiór czasoprzestrzeni składający się z równoczesnych zdarzeń elementarnych [...] zdarzenie elementarne – punkt czasoprzestrzeni; matematyczna idealizacja zjawiska fizycznego zachodzącego w zaniedbywanie małym obszarze przestrzeni i trwającego zaniedbywanie krótko.” ( Fizyka, Warszawa 1987, ss. 227, 315.)
Percepcja przestrzeni i jej logiczna analiza są istotne dla rozumienia i świadomego kształtowania naszego habitatu. Przestrzeń rzeźbiarska jako szczególnie wyrafinowane działanie, jednoczące aktywność w zakresach: formowania struktur, wizualizowania pojęć, propagowania idei, ma szczególne znaczenie. Jest ona tym istotniejsza im częściej dzieła rzeźbiarskie znajdują swe miejsce w krajobrazie miast jako rzeźba publiczna. Forma architektoniczna, rzeźbiarska, urbanistyczna zbudowane są w oparciu o też same zasady kształtowania przestrzennego, różnią się skalą i funkcjonalnością. Dlatego do tych trzech różnych form dają się odnieść słowa Juliusza Żurawskiego: „forma architektoniczna powstała na skutek działania człowieka i tym samym musi być zależna od jego budowy psychofizycznej i od historii społecznej. Uformowania architektoniczne podległe są takim samym procesom rozwojowym, cyklicznym jak człowiek, o którym nie sposób mówić bez rozważania jego historii w najszerszym tego słowa znaczeniu.” (J. Żórawski, O budowie formy architektonicznej, Warszawa 1962, s.10.)
poniedziałek, 30 listopada 2009
Sukces à la PRL
Wobec powszechnego szczęścia i nieogarniętego triumfu Polski na arenie walki z kryzysem, nieodzowne jest złożenie życzeń wszystkim sprawującym władzę dotychczas. Niezależnie od poglądów politycznych jakie głoszą ich słowa wyrażają szczere pragnienie ciężkiej i owocnej pracy dla kraju. Aby nam wszystkim żyło się dostatnio. Polska osiągnęła 1,7 % PKB ! Powinniśmy być dumni!
No i na serio, jakiż to swoisty mix absurdalnego powstańczego hurra patriotyzmu z propagandą sukcesu. To co widzimy dziś jest jedynie rozdzielonym na kilka zwalczających się frakcji PRL-em, jedni bardziej mówią ala Gierek, inni wolą tańczących wojaków, inni zaś ględzą. Całość kołacze się gdzieś po obrzeżach zwyczajnego świata między Orwelem a Panem Tadeuszem.
Parę lat przeżyłem w tym kraju i obserwuję to wszystko z dystansem, nic się nie zmieniło oprócz kroju garniturów i paru drobiazgów. Niby jest po nowemu, wolny rynek etc. Sukcesy, wolność itd. itp., ale wszędzie jest ten swojski smrodek PRL-u, ten sentyment do „picowania” rzeczywistości w skali mikro i makro.
Za ilustrację do mojego komentarza polecam komentarz profesjonalnego ekonomisty analityka K. Kolany do hurra optymistycznych danych ekonomicznych zamieszczony w portalu bankier.pl: „Nie powinniśmy popadać w przesadny optymizm: co prawda najczęściej podawana w mediach wartość (1,7%) okazała się nieco lepsza od oczekiwanych 1,3%, ale już dane odsezownowane nie napawają optymizmem. W tym ujęciu wzrost wyniósł 1% w ujęciu rocznym wobec odpowiednio 1,5% i 1,3% w pierwszym o drugim kwartale – czyli wzrost gospodarczy w Polsce ciągle hamuje. Brak przyspieszenia widać też w ujęciu kwartalnym: tu mamy wzrost o 0,5% kw/kw, czyli tak samo jak w drugim kwartale i zdecydowanie słabiej niż w roku 2007. ”
No i jeszcze krótki cytat z tegoż artykuliku: „Niepokoi też struktura dynamiki polskiego PKB. Jeszcze zimą ekonomiści uważali, że motorem wzrostu będzie popyt konsumpcyjny. Teraz te prognozy definitywnie możemy uznać za nieaktualne – w trzecim kwartale popyt był o 0,2% niższy niż rok temu. O tyle samo zmalały też inwestycje, co sugeruje, że przedsiębiorcy nie wierzą w rychłą poprawę koniunktury lub że dysponują nadwyżkami mocy produkcyjnych. Drugą smutną wiadomością jest fakt, że Polska przestała być gospodarczym prymusem Europy.” (źródło cytatów)
niedziela, 29 listopada 2009
Strach, żeglarz i cywilizacja
Rzymianie mówili: navigare necesse est, no i dodawali do tej powszechnie chyba znanej sentencji drugą jej część: vivere non est necesse, co czyniło całość nie tak już optymistyczną.
Seneka zaś mówił: „Cóż dziwnego, że Bóg twardo doświadcza szlachetne dusze? Miękkość nie jest nigdy sprawdzianem cnoty.” Fascynujące jest ludzkie dążenie do odkrywania i podboju wyrażające się dążeniem do odkrywania nowych lądów, obszarów. Podziwiam ludzi i narody odważne. Pan daje ludzkości trudne czasy i doświadczenia właśnie po to aby smakować życie w pełni, aby dać nam sposobność odkrywania naszej odwagi i mocy.
Tymczasem na świecie... sześć tysięcy zdesperowanych wielbłądów napastuje australijską osadę, ludziom wypiły wodę, zanieczyściły jedzenie, szaleje kryzys albo może pełza, permanentna dziura w budżecie Polski rośnie do nieprzyzwoitych rozmiarów, krzewią się jak krzaki bzu afery wielkiego i zerowego kalibru, niektórzy czekają kolejnego spodziewanego końca świata.
Świat to zdesperowany człowiek pełen lęków. Najgorszy w życiu jest strach sam w sobie, jako taki, wszędzie jest i paraliżuje wszystkich w różnym stopniu – rynki finansowe, gazety, społeczeństwa.
Jeszcze nie skończyła się jedna pandemia, a tu już gazety donoszą o nowej spodziewanej latem... Wirus Zachodniego Nilu... przynajmniej ładna nazwa nie jakaś zwyczajna, powszednia grypa. Kojarzy się ze „Śmiercią na Nilu” Agathy Christie.
Krótko mówiąc strach to największy obłęd tego świata, rynki finansowe oprócz cyfr i statystyk posługują się strachem prawdziwym i tym wykreowanym aby odnieść sukces. Żyjemy w czasach manipulacji demokracją. Ciekawie wypowiada się na ten temat Jesús Huerta de Soto Ballester: „Nie wiem, co mówi na ten temat szkoła austriacka, ale osobiście nie jestem demokratą. Z greckiego "demos kratos", "kratos" oznacza absolutną władze ludu. Jestem przeciwko władzy absolutnej, króla, ludu, świętego Piotra czy kogokolwiek innego. Władza absolutna korumpuje, korumpuje absolutnie. Hayek powiedział: "Nie jestem demokratą, jestem za izonomią, za równością wszystkich wobec prawa" - wszyscy ograniczeni przez prawo, także politycy. Popieram rząd ograniczony w maksymalnym możliwym stopniu, wliczając w to nawet brak państwa. Demokracja jest bardzo niebezpieczna, ponieważ legitymizuje władzę państwową, ponieważ wybrani w demokratycznych wyborach reprezentanci mogą być uznani za uprawnionych do stosowania przymusu względem społeczeństwa. I w wielu przypadkach demokracje są złe. Pamiętajmy, że Hitler doszedł do władzy w sposób demokratyczny, to nie był zamach stanu od wewnątrz, tak jak to zrobił [Alberto - przyp. red.] Fujimori czy jak chciał zrobić Chavez, albo jak próbuje się teraz zrobić w Hondurasie i tak dalej. Decyduje większość, która może być demagogicznie wykorzystana w celu zdobycia władzy absolutnej. I jest to bardzo stare zjawisko, Juliusz Cezar działał tak samo, podobnie wojny domowe w Rzymie itd. Wszystko to jest tylko powtarzaniem, nic się nie zmienia.” i dalej o państwie mówi on „Tak, bo tak powiedziałem, oczywiście. Jestem przekonany, że mieszanina, koktajl z monopolistycznej agencji przymusu (którą jest państwo) i natury ludzkiej jest wybuchowy. Bo jeśli państwo istnieje, staramy się otrzymać dotacje państwowe, świadczenia państwowe, osiągnąć władzę polityczną itd. Staramy się zaspokoić nasze potrzeby w inny sposób niż poprzez dobrowolną wymianę rynkową. Aktualny stan rzeczy faworyzuje najniższe i najbardziej perwersyjne skłonności ludzkie. Dlatego też jestem za kapitalizmem libertariańskim czy też anarchizmem własności prywatnej i przeciwko jakiejkolwiek formie państwa.” (zob: Przeciwko każdej formie państwa - wywiad z profesorem de Soto, http://www.mojeopinie.pl)
Do sprawnego zarządzania demokracją potrzeba jednej rzeczy, mediów i „rządu dusz”. Wiedział to Hitler stąd jego wielkie poparcie dla ministra propagandy Rzeszy. Wiedzieli to socjaliści, wiedzą to także wszyscy rządzący na świecie ludzie. Pozostaje tylko wyeliminowanie przypadku, polegające na usunięciu elementu myślenia i wolnej woli. Można to zrobić w dwojaki sposób po pierwsze otumanić ludzi propagując prostactwo i konsumpcjonizm, odnosząc się do najprostszych instynktów, seks, jedzenie, pęd ku karierze, po drugie tworzyć system państwowy i kreując tempo rozwoju i tak zwany wyścig szczurów, pęd nie pozwalający na myślenie w pogoni za realizowaniem powinności. Myślenie i wolność jest coraz bardziej dla nielicznych.
Problem jest mimo to bo aby to wszystko okiełznać trzeba by systemu wszechogarniającego i powszechnego albo... tendencji i przekonań. System jest nie do zbudowania, a jeśli popchnie się sprawy we właściwym kierunku ludzie sami się ograniczą, sami założą sobie jarzmo na kark. Wystarczy tylko podsycać przekonania i podsuwać rozwiązania coraz to prostszym i bardziej otumanionym społeczeństwom. Jak to mówili niektórzy: „mądrość mędrca jest w czasie wolnym” a tego obecny człowiek nie ma mieć, a jeśli ma to powinien przeznaczyć tenże czas na produktywizm.
Stąd ważna jest rola humanistyki i myślenia aby tym tendencjom się sprzeciwiać bo kiedy rozum śpi budzą się demony, a to czyni z ludzi zastraszone i gryzące zwierzęta.
Po prostu nie trzeba się bać wyzwań, życia i śmierci. Kiedyś znalazłem ten wiersz Adama Mickiewicza.
Żeglarz
Ilekroć ujrzysz, jak zhukana fala
Po głębiach barkę przerzuca tułaczą,
Niech się anielskie serce nie użala
Nad płynącego trwogą i rozpaczą.
Tę barkę wicher odbił od okrętu.
Na którym żeglarz swe nadzieje złożył;
Jeżeli wszystko jest pastwą odmętu,
Czegoż by płakał? o co by się trwożył?
Lepiej mu pośród żywiołów bezrządu
Walczyć co chwila z nowymi przygody,
Niż gdyby wybrnął i z cichego lądu
Patrzył na morze, i liczył swe szkody.
Odessa, 1825. kwiet. 14
Seneka zaś mówił: „Cóż dziwnego, że Bóg twardo doświadcza szlachetne dusze? Miękkość nie jest nigdy sprawdzianem cnoty.” Fascynujące jest ludzkie dążenie do odkrywania i podboju wyrażające się dążeniem do odkrywania nowych lądów, obszarów. Podziwiam ludzi i narody odważne. Pan daje ludzkości trudne czasy i doświadczenia właśnie po to aby smakować życie w pełni, aby dać nam sposobność odkrywania naszej odwagi i mocy.
Tymczasem na świecie... sześć tysięcy zdesperowanych wielbłądów napastuje australijską osadę, ludziom wypiły wodę, zanieczyściły jedzenie, szaleje kryzys albo może pełza, permanentna dziura w budżecie Polski rośnie do nieprzyzwoitych rozmiarów, krzewią się jak krzaki bzu afery wielkiego i zerowego kalibru, niektórzy czekają kolejnego spodziewanego końca świata.
Świat to zdesperowany człowiek pełen lęków. Najgorszy w życiu jest strach sam w sobie, jako taki, wszędzie jest i paraliżuje wszystkich w różnym stopniu – rynki finansowe, gazety, społeczeństwa.
Jeszcze nie skończyła się jedna pandemia, a tu już gazety donoszą o nowej spodziewanej latem... Wirus Zachodniego Nilu... przynajmniej ładna nazwa nie jakaś zwyczajna, powszednia grypa. Kojarzy się ze „Śmiercią na Nilu” Agathy Christie.
Krótko mówiąc strach to największy obłęd tego świata, rynki finansowe oprócz cyfr i statystyk posługują się strachem prawdziwym i tym wykreowanym aby odnieść sukces. Żyjemy w czasach manipulacji demokracją. Ciekawie wypowiada się na ten temat Jesús Huerta de Soto Ballester: „Nie wiem, co mówi na ten temat szkoła austriacka, ale osobiście nie jestem demokratą. Z greckiego "demos kratos", "kratos" oznacza absolutną władze ludu. Jestem przeciwko władzy absolutnej, króla, ludu, świętego Piotra czy kogokolwiek innego. Władza absolutna korumpuje, korumpuje absolutnie. Hayek powiedział: "Nie jestem demokratą, jestem za izonomią, za równością wszystkich wobec prawa" - wszyscy ograniczeni przez prawo, także politycy. Popieram rząd ograniczony w maksymalnym możliwym stopniu, wliczając w to nawet brak państwa. Demokracja jest bardzo niebezpieczna, ponieważ legitymizuje władzę państwową, ponieważ wybrani w demokratycznych wyborach reprezentanci mogą być uznani za uprawnionych do stosowania przymusu względem społeczeństwa. I w wielu przypadkach demokracje są złe. Pamiętajmy, że Hitler doszedł do władzy w sposób demokratyczny, to nie był zamach stanu od wewnątrz, tak jak to zrobił [Alberto - przyp. red.] Fujimori czy jak chciał zrobić Chavez, albo jak próbuje się teraz zrobić w Hondurasie i tak dalej. Decyduje większość, która może być demagogicznie wykorzystana w celu zdobycia władzy absolutnej. I jest to bardzo stare zjawisko, Juliusz Cezar działał tak samo, podobnie wojny domowe w Rzymie itd. Wszystko to jest tylko powtarzaniem, nic się nie zmienia.” i dalej o państwie mówi on „Tak, bo tak powiedziałem, oczywiście. Jestem przekonany, że mieszanina, koktajl z monopolistycznej agencji przymusu (którą jest państwo) i natury ludzkiej jest wybuchowy. Bo jeśli państwo istnieje, staramy się otrzymać dotacje państwowe, świadczenia państwowe, osiągnąć władzę polityczną itd. Staramy się zaspokoić nasze potrzeby w inny sposób niż poprzez dobrowolną wymianę rynkową. Aktualny stan rzeczy faworyzuje najniższe i najbardziej perwersyjne skłonności ludzkie. Dlatego też jestem za kapitalizmem libertariańskim czy też anarchizmem własności prywatnej i przeciwko jakiejkolwiek formie państwa.” (zob: Przeciwko każdej formie państwa - wywiad z profesorem de Soto, http://www.mojeopinie.pl)
Do sprawnego zarządzania demokracją potrzeba jednej rzeczy, mediów i „rządu dusz”. Wiedział to Hitler stąd jego wielkie poparcie dla ministra propagandy Rzeszy. Wiedzieli to socjaliści, wiedzą to także wszyscy rządzący na świecie ludzie. Pozostaje tylko wyeliminowanie przypadku, polegające na usunięciu elementu myślenia i wolnej woli. Można to zrobić w dwojaki sposób po pierwsze otumanić ludzi propagując prostactwo i konsumpcjonizm, odnosząc się do najprostszych instynktów, seks, jedzenie, pęd ku karierze, po drugie tworzyć system państwowy i kreując tempo rozwoju i tak zwany wyścig szczurów, pęd nie pozwalający na myślenie w pogoni za realizowaniem powinności. Myślenie i wolność jest coraz bardziej dla nielicznych.
Problem jest mimo to bo aby to wszystko okiełznać trzeba by systemu wszechogarniającego i powszechnego albo... tendencji i przekonań. System jest nie do zbudowania, a jeśli popchnie się sprawy we właściwym kierunku ludzie sami się ograniczą, sami założą sobie jarzmo na kark. Wystarczy tylko podsycać przekonania i podsuwać rozwiązania coraz to prostszym i bardziej otumanionym społeczeństwom. Jak to mówili niektórzy: „mądrość mędrca jest w czasie wolnym” a tego obecny człowiek nie ma mieć, a jeśli ma to powinien przeznaczyć tenże czas na produktywizm.
Stąd ważna jest rola humanistyki i myślenia aby tym tendencjom się sprzeciwiać bo kiedy rozum śpi budzą się demony, a to czyni z ludzi zastraszone i gryzące zwierzęta.
Po prostu nie trzeba się bać wyzwań, życia i śmierci. Kiedyś znalazłem ten wiersz Adama Mickiewicza.
Żeglarz
Ilekroć ujrzysz, jak zhukana fala
Po głębiach barkę przerzuca tułaczą,
Niech się anielskie serce nie użala
Nad płynącego trwogą i rozpaczą.
Tę barkę wicher odbił od okrętu.
Na którym żeglarz swe nadzieje złożył;
Jeżeli wszystko jest pastwą odmętu,
Czegoż by płakał? o co by się trwożył?
Lepiej mu pośród żywiołów bezrządu
Walczyć co chwila z nowymi przygody,
Niż gdyby wybrnął i z cichego lądu
Patrzył na morze, i liczył swe szkody.
Odessa, 1825. kwiet. 14
niedziela, 22 listopada 2009
Near death eperience
Dr. Kenneth Ring profesor psychologii z Uniwersytetu Connecticut tak pisze o NDE czyli doświadczeniach bliskich śmierci: "Any adequate neurological explanation would have to be capable of showing how the entire complex of phenomena associated with the core experience [that is, the out-of-body state, paranormal knowledge, the tunnel, the golden light, the voice or presence, the appearance of deceased relatives, beautiful vistas, and so forth] would be expected to occur in subjectively authentic fashion as a consequence of specific neurological events triggered by the approach of death ... I am tempted to argue that the burden of proof has now shifted to those who wish to explain NDEs in this way." Więcej na ten temat w świetnym serwisie www.near-death.com Jest tam mnóstwo informacji, zarówno dokumentów, indywidualnych doświadczeń jak i analiz naukowych i medycznych, psychologicznych, neurologicznych. Bardzo profesjonalna analiza problemu, warto poczytać i pomyśleć
wtorek, 17 listopada 2009
Wojna i ludzie
Gdy miałem dziesięć lat słuchałem tego walca... Byłem zachwycony... Słuchałem go z płyty jeszcze z lat dwudziestych, dziś to już zabytek i rzadkość, klimat tej muzyki był wręcz magiczny. Później czytałem Dostojewskiego … Rosja... Nie jestem ani rusofilem ani rusofobem, ale warto docenić piękny klimat i wielki talent.
Po latach dowiedziałem się, że jeden z moich przodków walczył i zginął w pierwszej wojnie światowej w wielkiej bitwie pod Sarykamyszem, został odznaczony medalem w trzechsetną rocznicę panowania Romanowych. Jakaż to wszystko dziwna historia choć moje korzenie nie są wschodnie, rosyjskie, słowiańskie jeden z moich przodów nie oparł się wichrom historii. W zasadzie wszyscy jesteśmy częścią jakichś rytmów życia, codzienności zależnej od polityków i ich decyzji. Moi przodkowie walczyli po stronie trzech cesarzy, fakt że w większości po germańskiej stronie. Długo by mówić o genealogii, ale ten walc wspaniale oddaje ideę pamięci poległych we wszystkich wojnach tego świata.
Dla przypomnienia i informacji napisał go Ilja Alieksiejewicz Szatrow, muzyk i kompozytor rosyjski który w czasie wojny rosyjsko-japońskiej w 1905 roku służył w Mandżurii w Mokszańskim Batalionie Piechoty. Walc powstał po krwawej bitwie pod Mukdenem. Za udział w której Szatrow był odznaczony Orderem Św. Stanisława. Walc poświęcony jest właśnie pamięci poległych w tej bitwie bohaterów.
Tak to losy ludzkie splatają się w tańcu śmierci z dziejami cywilizacji.
Wspomnę jeszcze jednego człowieka wplątanego w I wojnę światową... Witkacy, fenomen, wspaniały filozof, artysta dla którego mam wielki sentyment i szacunek. Zaciągnął się do elitarnego Lejb-Gwardyjskiego Pułku Piechoty. Podobno nigdy nikomu nie opowiedział o tym co na wojnie przeżył. Uczestniczył w tejże I wojnie światowej po stronie rosyjskiej w bitwie na Ukrainie jego przeciwnikami w walce byli żołnierze z Legionów Piłsudskiego... Takie ot skomplikowane losy europejczyków.
Szaleństwo życia i dążenie do całej prawdy i czystej formy, esencji egzystencji – Witkacy oddawał jak nikt poprzez często żartobliwe na pozór wiersze jak ten oto:
Dla Chorych Diabłów
Dla chorych diabłów, przewrotnych aniołów
Szpital wariatów, za którego próg
Nie przejdzie mędrzec ani książę liczb.
Tam już na wieki oddać się czarnemu
Którego zrodziła góra ognista,
i tam pozostać - biała jako glista
Pozostać wierną bóstwu nieznanemu
W przepięknej małpy uściskach się miotać
Słuchając ciszy międzygwiezdnych ech
Patrzeć na męki i krew czarną żłopać
W bebechy krawawe puszczać zimny śmiech.
Kwiczeć z rozkoszy i rozkosz tę kopać
Aż póki nie przyjdzie ostatni zdech.
wtorek, 10 listopada 2009
Pisanie i Gałczyński
Pisanie jest małym światem w skali mikro, zupełnie nie materialnym, ale niewątpliwie realnym. Jest bardzo osobistą wypowiedzią próbą kontaktu z otoczeniem. Działaniem mającym na celu określenie sytuacji w jakiej się znajdujemy lub po prostu czymś ...
Poniżej świetny utwór historyjka, bzdura, ale jakże miła, atrakcyjna i barwna.
Ballada o trąbiącym poecie Autor: Gałczyński
Mówią, że była panienka,
co miała na imię Ina.
Gdy chciała powiedzieć: “kocham”,
mówiła: “kokaina”.
Miała niebieską wstążkę
i niebieskiego kota.
Kot wąchał “kokainę”,
a Ina wąchała kota”.
A był jeszcze jeden poeta,
co chodził na koturnach;
jak się urżnął, to zwykle mówił:
- Moja muza jest górna i chmurna.
Panienka ma oczy zielone,
jak najzieleńsza trawa.
Poeta cierpi na nerki
i nosi czarny krawat.
Kochał poeta panienkę,
panienkę imieniem Ina;
mówił: – Powiedz mi: “kocham”,
a ona: – Kokaina.
Wieszcz mówił: – Jako łódź złota,
ciągniona przez gołębie,
jesteś. A potem w nocy
długo trąbił alembik.
I raz, a było wieczorem,
rzekł pisarz: – Nie bądź westalką,
a zresztą do twarzy ci będzie
na czarnym katafalku.
I zabił poeta panienkę
w zachodu amarantach,
i zabił ogromnym nożem
na tle obrazu Rembrandta.
Krajały niebo pioruny,
jak okrwawione noże.
Poeta uciął głowę
i wbił na długi rożen;
i smażył głowę panienki,
i zrobił twarz goryla.
Och, to było straszne!
coś, niby nekrofilia.
(Kondukty kotów niebieskich
szły w średniowieczny tan.
A potem był świt bolesny
koloru bleu mourant.)
Poniżej świetny utwór historyjka, bzdura, ale jakże miła, atrakcyjna i barwna.
Ballada o trąbiącym poecie Autor: Gałczyński
Mówią, że była panienka,
co miała na imię Ina.
Gdy chciała powiedzieć: “kocham”,
mówiła: “kokaina”.
Miała niebieską wstążkę
i niebieskiego kota.
Kot wąchał “kokainę”,
a Ina wąchała kota”.
A był jeszcze jeden poeta,
co chodził na koturnach;
jak się urżnął, to zwykle mówił:
- Moja muza jest górna i chmurna.
Panienka ma oczy zielone,
jak najzieleńsza trawa.
Poeta cierpi na nerki
i nosi czarny krawat.
Kochał poeta panienkę,
panienkę imieniem Ina;
mówił: – Powiedz mi: “kocham”,
a ona: – Kokaina.
Wieszcz mówił: – Jako łódź złota,
ciągniona przez gołębie,
jesteś. A potem w nocy
długo trąbił alembik.
I raz, a było wieczorem,
rzekł pisarz: – Nie bądź westalką,
a zresztą do twarzy ci będzie
na czarnym katafalku.
I zabił poeta panienkę
w zachodu amarantach,
i zabił ogromnym nożem
na tle obrazu Rembrandta.
Krajały niebo pioruny,
jak okrwawione noże.
Poeta uciął głowę
i wbił na długi rożen;
i smażył głowę panienki,
i zrobił twarz goryla.
Och, to było straszne!
coś, niby nekrofilia.
(Kondukty kotów niebieskich
szły w średniowieczny tan.
A potem był świt bolesny
koloru bleu mourant.)
poniedziałek, 2 listopada 2009
Obłuda państwa opiekuńczego
Czytałem teksty o wyuczonej bezradności – bardzo ciekawa i pouczająca teoria. Na pewno warta refleksji. Każdy w życiu doświadcza takiego stanu. Stoimy w miejscu i nie wiemy w którą stronę się udać oględnie rzecz ujmując. Oczywiście wyuczona bezradność określana jest bardziej naukowo, a mianowicie: "Bezradność jest stanem wyuczonym, wytworzonym przez narażenie na szkodliwe, nieprzyjemne sytuacje, w których nie ma możliwości ucieczki lub których nie da się uniknąć. W demonstracjach eksperymentalnych, które ujawniają analogiczne skutki u ludzi jak i u zwierząt, powtarzające się, niemożliwe do uniknięcia emitowanie wstrząsów względem psa wytwarza u niego pewien rodzaj patologicznej bezradności do tak skrajnego stopnia, że nawet kiedy zwierzę ma możliwość ucieczki, to z możliwości, o której mowa, nie skorzysta" (A.S. Reber, 1985, s. 319).
Przeanalizujmy rzecz całą pies jest na przykład bity lub rażony prądem gdy chce wyjść, no to logicznie myśli że nie warto tego robić bo znów dostanie, logiczne i proste, ile razy łeb wychyli tyle razy dostanie, więc każdy zdrowo myślący pies pomyśli nie wystawię łba o nie, no bo po co i tak dostanę więc nie będę próbował. To logiczne i było by dziwne gdyby próbował. Psychologowie robią z tego problem, albo go dostrzegają po prostu, weźmy na przykład bezrobotnych, tak faktem jest ich bezradność. Nie mają pracy, więc z czasem nie chce im się szukać, bo jej do tej pory nie było, więc można założyć, że i tak nie będzie. Błędne kółko. Trzeba je przerwać i wmawia się ludziom: to wasz problem, bo wy nie umiecie, powinniście itp., co nie poprawia ich kondycji psychicznej, jak byli przekonani o niemożności tak są dalej o niej przekonani. Z tym, że oprócz braku pracy wmawia się im, że to oni źle diagnozują rzeczywistość, że w zasadzie to praca jest tylko jej znaleźć nie potrafią. No i tu jest luka w rozumowaniu, w przypadku psa był bity lub rażony jakimiś innymi negatywnymi bodźcami aby taki stan się pojawił, bez realnych negatywnych bodźców nie zaistniałoby zniechęcenie psa, a bez realnego bezrobocia zniechęcenia człowieka... Jaki z tego wniosek? Rzeczywiste istnienie negatywnych bodźców – po prostu nie stosujcie bodźców, a nie będzie ich negatywnych efektów, nie można razić psa prądem, a człowieka traktować bezrobociem. Czym w zasadzie ono jest? Wmawia się ludziom status bezrobotnego, państwa hodują bezrobotnych, po prostu, hodują, dają zasiłki zamiast pozostawić ludziom możliwość jakiejkolwiek alternatywnej pracy, czy to głoszenia wierszy na rogu ulic czy czegokolwiek innego wedle kreatywności. Wmawia się ludziom najpierw jak mają postępować, jak się ubrać na rozmowę kwalifikacyjną, jak pisać cv, a tu po prostu potrzeba metod alternatywnych, rewolucyjnych, dopasowanych do indywidualnych potrzeb i cech po prostu wolnoci a nie reglamentacji i odgórnych form. Diagnoza rzeczywistości często nie prowadzi do prostych rozwiązań. Państwa, rządy i ich aparaty biurokratyczne wiążą ludzi pętami zasiłków i datków, upośledzając ich możliwości obronne i „wyrywają kły”. Uczą konwencjonalnych zachowań i reguł, a ci którzy się do nich stosują dostają frustrację i nic więcej. Państwa socjalne to zagłada, państwa socjalne są jedynie pożywką dla aparatczyków biurokratycznych, którzy dystrybuują pieniądze potencjalnym obywatelom i „numerom statystycznym”. Człowiek jest o tyle ważny o ile jest numerkiem w statystycznej machinie państwa. Państwa tego typu do jakich zaliczyłbym Polskę są biurokratycznymi folwarkami, a nie miejscem do życia dla ludzi. Popieram państwa gdzie stawia się własną inicjatywę człowieka, gdzie państwo nie wmawia ludziom, że im coś da, a nie da w rzeczywistości nic oprócz postronka biedy na którym kolejni bezrobotni będą wisieć.
Frustracja rodzi się z niemożliwości kupowania dóbr, a człowiek musi nabywać bo jest nauczony dbać o swój status, błędne koło nie jest fikcją to realność i niedomoga społeczeństwa i państwa, które niektórym daje przywilej czerpania korzyści z dystrybuowania pieniędzy z podatków na różne rodzaje pseudo aktywności i aktywizacji potrzebnej jedynie aby tymże darczyńcom i dystrybutorom wypłacać pensje z budżetu tegoż państwa.
Klatką jest państwo i aparat urzędniczy, prądem który razi są haracze typu zasiłki, przepisy, podatki, nakazy etc. tylko pies i jego cierpienia są realne bo oprawcy są poza horyzontem zdarzeń i nie mówią o nich psychologowie. Ktoś w końcu czerpie z tego procederu korzyści i chyba satysfakcję.
Przeanalizujmy rzecz całą pies jest na przykład bity lub rażony prądem gdy chce wyjść, no to logicznie myśli że nie warto tego robić bo znów dostanie, logiczne i proste, ile razy łeb wychyli tyle razy dostanie, więc każdy zdrowo myślący pies pomyśli nie wystawię łba o nie, no bo po co i tak dostanę więc nie będę próbował. To logiczne i było by dziwne gdyby próbował. Psychologowie robią z tego problem, albo go dostrzegają po prostu, weźmy na przykład bezrobotnych, tak faktem jest ich bezradność. Nie mają pracy, więc z czasem nie chce im się szukać, bo jej do tej pory nie było, więc można założyć, że i tak nie będzie. Błędne kółko. Trzeba je przerwać i wmawia się ludziom: to wasz problem, bo wy nie umiecie, powinniście itp., co nie poprawia ich kondycji psychicznej, jak byli przekonani o niemożności tak są dalej o niej przekonani. Z tym, że oprócz braku pracy wmawia się im, że to oni źle diagnozują rzeczywistość, że w zasadzie to praca jest tylko jej znaleźć nie potrafią. No i tu jest luka w rozumowaniu, w przypadku psa był bity lub rażony jakimiś innymi negatywnymi bodźcami aby taki stan się pojawił, bez realnych negatywnych bodźców nie zaistniałoby zniechęcenie psa, a bez realnego bezrobocia zniechęcenia człowieka... Jaki z tego wniosek? Rzeczywiste istnienie negatywnych bodźców – po prostu nie stosujcie bodźców, a nie będzie ich negatywnych efektów, nie można razić psa prądem, a człowieka traktować bezrobociem. Czym w zasadzie ono jest? Wmawia się ludziom status bezrobotnego, państwa hodują bezrobotnych, po prostu, hodują, dają zasiłki zamiast pozostawić ludziom możliwość jakiejkolwiek alternatywnej pracy, czy to głoszenia wierszy na rogu ulic czy czegokolwiek innego wedle kreatywności. Wmawia się ludziom najpierw jak mają postępować, jak się ubrać na rozmowę kwalifikacyjną, jak pisać cv, a tu po prostu potrzeba metod alternatywnych, rewolucyjnych, dopasowanych do indywidualnych potrzeb i cech po prostu wolnoci a nie reglamentacji i odgórnych form. Diagnoza rzeczywistości często nie prowadzi do prostych rozwiązań. Państwa, rządy i ich aparaty biurokratyczne wiążą ludzi pętami zasiłków i datków, upośledzając ich możliwości obronne i „wyrywają kły”. Uczą konwencjonalnych zachowań i reguł, a ci którzy się do nich stosują dostają frustrację i nic więcej. Państwa socjalne to zagłada, państwa socjalne są jedynie pożywką dla aparatczyków biurokratycznych, którzy dystrybuują pieniądze potencjalnym obywatelom i „numerom statystycznym”. Człowiek jest o tyle ważny o ile jest numerkiem w statystycznej machinie państwa. Państwa tego typu do jakich zaliczyłbym Polskę są biurokratycznymi folwarkami, a nie miejscem do życia dla ludzi. Popieram państwa gdzie stawia się własną inicjatywę człowieka, gdzie państwo nie wmawia ludziom, że im coś da, a nie da w rzeczywistości nic oprócz postronka biedy na którym kolejni bezrobotni będą wisieć.
Frustracja rodzi się z niemożliwości kupowania dóbr, a człowiek musi nabywać bo jest nauczony dbać o swój status, błędne koło nie jest fikcją to realność i niedomoga społeczeństwa i państwa, które niektórym daje przywilej czerpania korzyści z dystrybuowania pieniędzy z podatków na różne rodzaje pseudo aktywności i aktywizacji potrzebnej jedynie aby tymże darczyńcom i dystrybutorom wypłacać pensje z budżetu tegoż państwa.
Klatką jest państwo i aparat urzędniczy, prądem który razi są haracze typu zasiłki, przepisy, podatki, nakazy etc. tylko pies i jego cierpienia są realne bo oprawcy są poza horyzontem zdarzeń i nie mówią o nich psychologowie. Ktoś w końcu czerpie z tego procederu korzyści i chyba satysfakcję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

